Google+ Followers

poniedziałek, 15 maja 2017

Co w ogrodzie piszczy... a właściwie skrzypi.

Co skrzypi? Wiadomo! Poskrzypka liliowa.

Zaobserwowana po raz pierwszy w tym roku jakoś miesiąc temu, schowała się w chłodne dni, by ponownie się uaktywnić.

Dlaczego poskrzypka? 

Łatwo wytłumaczyć nazwę: żuczek złapany w ręce, wydaje dźwięki podobne do skrzypienia.

Jak wygląda? 

To niewielki czerwony żuk, którego można znaleźć między liśćmi przede wszystkim lilii. Należy do rodziny stonkowatych i podobnie jak u stonki larwy rozwijają się i żerują na liściach, otoczone czarną mazią.






Jak zwalczać?

Najlepiej naturalnie: wyłapując i likwidując dorosłe osobniki, w momencie zaobserwowania.
Można też chemicznie, ale niewiele środków na nią działa. Ja tam wolę metodę naturalną.
Można też likwidować lub strącać larwy, bo same raczej nie wejdą ponownie na roślinę.

Ps. Obserwujcie swoje lilie, bo szkodnik bardzo je niszczy i robi to wyjątkowo szybko i skutecznie.
Proponuję zatem wyruszyć na łowy :D!

Pozdrówka,
K.

środa, 5 kwietnia 2017

Wiosna przyszła pieszo...

już dość dawno temu, a ja nie miałam sposobności, by napisać, co w trawie u mnie piszczy...
Zaczęliśmy z Młodym pracę w ogrodzie dość wcześnie, bo jak tylko pojawiło się słoneczko na dłużej niż 5 minut :D
Rozpoczęłam w marcu od przycinania winobluszczu i winorośli.


Później przyszła pora na lawendę i powojniki




Zaczęłam obsadzać pierwiosnkami pojemniki i wolne miejsca. Pierwiosnki, to moje ulubione kwiaty wiosenne i każdego roku rozmnażam je i sadzę gdzie popadnie (w pełnym słońcu jednak nie popadnie - ku przestrodze!!!)




Co jeszcze działo się w marcu i na początku kwietnia?
Przekwitły krokusy..










... i przebiśniegi (od mamy - hurra! nareszcie!!)



Pojawiły się pierwsze szafirki ( nie mam pojęcia, co to za odmiana, ale mam inne, które mają zatrzęsienie liści i dopiero teraz pojawiają się kwiaty)



Oprócz tego wspólnie z Maluchem posialiśmy: rzodkiewkę, pietruszkę, szpinak, bób i groszek.






 i wysiałam facelię na zielony nawóz na miejsce, gdzie wysieję w maju ogórki.

W międzyczasie, bo nie samą pracą żyje człowiek, spacerowaliśmy...



No i teraz, mam nadzieję, będę na bieżąco...
(Trochę mi się blog zakurzył, ale mamy wiosnę, więc zimowe kurze szybko wymieciemy;))



 Pozdrawiam Wszystkich Odwiedzających...
K.



poniedziałek, 7 listopada 2016

Z ogrodu do kuchni - pigwowiec.

O zaletach przetwarzania nie będę Wam pisać, bo wszyscy je znamy. Za to napiszę Wam o moim ostatnim odkryciu : pigwowcu. Wprawdzie krzew posiadam od kilku lat, ale dopiero w tym roku zaczął owocować mi na tyle, żeby można było coś z tego zrobić.


Mam nadzieję, że jest coraz mniej osób, które mylą pigwowca z pigwą! Przyznam, że troszeczkę razi mnie to, zwłaszcza, gdy o tychże owocach mówią osoby, które posiadają i ogród i takowe rośliny.
Ale nie o tym miało być: na blogu Życie ze Smakiem znalazłam przepis na wykorzystanie owoców do galaretki i dżemu za jednym zamachem ;) No i oczywiście skorzystałam z niego i muszę przyznać, że jest super. 





Jedyny minus, to wstępna obróbka pigwowca i gdyby nie to, to pewnie skusiłabym się na kolejne przetwory (chociaż, kto wie?;))

Pozdrówka,
K.

środa, 26 października 2016

Październik w ogrodzie


Październik jaki mamy, każdy widzi. Niestety, troszkę odbiega od mojego wymarzonego, słonecznego końca jesieni. Ktoś słusznie na którymś z blogów zauważył, że nie było babiego lata.
 No nie było... przynajmniej u nas.Czasem czytam, że w październiku w ogrodzie nie ma już co robić - ciekawe, kto to pisze? :D
Pracy mnóstwo a czasu jakby mniej..
A co robię w październiku w ogrodzie?:
1. Przede wszystkim opróżniam kompostowniki - albo chociaż zaczynam, bo część kompostu wędruje pod róże, które kopczykuję dopiero po ustabilizowaniu się pogody ( znaczy się -  jeszcze nie teraz ;))
2. Sadzę cebulkowe - choć przyznam, że to też zostawiam na później, bo przy ciepłych miesiącach, potrafią szybko wykiełkować.
3. Można jeszcze, a nawet trzeba sadzić róże - ja  w tym roku sadziłam tylko swoje pozyskane wcześniej z innych róż sadzonki.
4. Wybrałam mieczyki - niewiele ich mam, ale świetne kolory - gratis do wiosennej wysyłki ze sklepu ogrodniczego - czekają sobie na wyschnięcie i oczyszczenie.


5. Zbieram warzywa - właściwie pozostałości :D
6. I najwyższy czas wnieść cytrusy - od tygodnia sobie to mówię - ale coraz bliżej domu je ustawiam ;)


7. Przycięłam już krzewy owocowe i drzewa pestkowe - gałęzie przepuściłam prze rębak i wyściółkowałam ścieżki ..
8. I na bieżąco usuwam liście




Zostało jeszcze dużo pracy, ale najbardziej myśli krążą wokół tego: Czy dam radę przed zimą??




A w wolnych chwilach pozostaje cieszyć się jesienią. Jeszcze trochę kolorów zostało..













piątek, 14 października 2016

Lecą liście z drzew...

To, co najbardziej kocham w jesieni, to oprócz jej kolorów także liście. Od wielu lat kompostuję je osobno i ziemię liściową używam do mulczowania różaneczników i innych kwasolubnych.




Tych, których nie przekonują argumenty o niepaleniu liści z powodu przedostawania się dioksyn do powietrza, zatruwaniu życia nie tylko sobie, ale i sąsiadom, niszczeniu wszelkiego rodzaju żyjątek, znajdujących schronienie w stertach liści, może przekona widok ziemi liściowej...


Pewnie nie wszyscy lubią grabić liście - ja tam lubię ;) Ruch na świeżym powietrzu i tak dalej...
Oczywiście z grabieniem nie popadajmy w przesadę, bo o to łatwo.
Grabimy tam, gdzie musimy: na trawnikach, ścieżkach a resztą liści niech się zajmie przyroda ( chyba że ktoś lubi wygłaskane grządki i rabaty)
Część liści znajdująca się na rabatach zdąży do wiosny przerobić się a pozostałe można sprzątnąć podczas wiosennych porządków. Liście tworzą swego rodzaju kołderkę, która zapobiega nie tylko wysychaniu gleby,ale chroni rośliny przed mrozami.Warto więc zastanowić się nad tym, czy przeszkadza nam niewielka ich ilość na rabatach..




Osobiście zostawiam liście między roślinami, a gdy już spadną wszystkie, to przysypuję cienką warstwą kompostu lub ( w przypadku wspomnianych kwasolubnych) ziemią liściową.
Często pisze się, że liście zawierają garbniki, które niekorzystnie wpływają na rozwój roślin. A ja zapytam: czy pod dębami, orzechami i olchami rzeczywiście nic nie rośnie?

Ziemia liściowa tworzy się długo.U mnie ten proces trwa cały rok: od jesieni do jesieni. W połowie roku liście mieszam z trocinami (jeśli mam taką możliwość) lub z obornikiem. I już jesienią mogę spokojnie wyściółkować nią rośliny a także użyć do przesadzania lub sadzenia krzewów rododendronów.
Polecam, choć to zajęcie z pewnością czasochłonne..



Czy zachęciłam Was choć trochę do zbierania liści??
Jeśli tak, to cieszę się i mam nadzieję, ze dacie znać, jak wyglądają efekty Waszej pracy.
Zapowiada się niezły weekend, więc grabie w dłoń !!