Google+ Followers

czwartek, 20 lipca 2017

Róbmy przetwory! Dżem z czerwonej porzeczki z miętą.

Czerwonej porzeczki nadszedł czas. Od wielu lat owocuje niesamowicie i duża część opada, bo nie wiadomo, co z nią zrobić. Ile w końcu można robić soków z czerwonej porzeczki??!! Chociaż ptaki mają uciechę i jedzonko.
W tym roku postanowiłam zrobić dżem ( jak co roku zresztą - w niewielkich ilościach).Jednak teraz wymyśliłam sobie dżem z miętą. No tak!! Wymyśliłam.... po przejrzeniu zasobów internetu, okazało się, że nie tylko ja jedna wpadłam na ten pomysł.

Mój dżem, to:

1 część porzeczek (bo w kg nie podaję, bo nie ważę)
0,5 części cukru
kilka gałązek mięty


Owoce rozgotowuję, dodaję cukier i miętę i w dalszym ciągu gotuję.
Później blenduję i przecieram przez sitko (oczywiście wcześniej wyciągam miętę) - można ją wcześniej posiekać ( przynajmniej część) i taka zostanie w dżemie. Ponownie smażę, by uzyskać zadowalającą mnie konsystencję. Następnie do słoików i do gotowania - ok. 15 min.
Dżem jest genialny, moim skromnym zdaniem. Dziś już został wypróbowany - może trochę przesłodziłam, ale jest super!




Przepis na akcję przetworową u Badylarki Domatorki  "Róbmy przetwory.2017"



piątek, 14 lipca 2017

Lipcowo...

a jakoś tak jesiennie... Zimno, słońce jakby słabiej grzało i wszystko zaczyna dojrzewać.
Też to widzicie?




widok z okna: jeszcze trochę i winobluszcz się zaczerwieni przy takich temperaturach...


poniedziałek, 10 lipca 2017

Róbmy przetwory ! - Dżem agrestowy z jabłkową nutą

Nie wiem, jak u Was, ale u mnie zaczyna się przetworowe szaleństwo. Dosłownie! Może nie na taką skalę, jak przed narodzinami dzieciaków, ale prawie codziennie lub co któryś tam dzień powstaje po kilka słoiczków przetworów .W tej chwili są to porzeczki i agrest.
Na pierwszy rzut poszedł agrest, bo już był wystarczająco dojrzały, by go zerwać.

Dżem agrestowy z jabłkową nutą




miska owoców,
cukier  - ja daję "na oko", ale myślę, że 0,5 kg powinno wystarczyć, zawsze można dosłodzić ;)
jabłka - zazwyczaj kilka sztuk

Nie dodaję wody, tak jak to widziałam w niektórych przepisach. Agrest jest soczysty i nie widzę takiej potrzeby.


Wszystko smażymy aż do rozgotowania.W międzyczasie wszystko razem blenduję. Ja smażę długo, bo lubię dżem, który wyglądem przypomina trochę powidła śliwkowe. Następnie do słoików i 15 min pasteryzuję.

I voilà!

  Przepis zgłaszam na przetworową akcję na blogu Badylarki Domatorki 
"Róbmy przetwory. 2017"




czwartek, 6 lipca 2017

Trzmielina - roślina wszechstronna..

Nie, nie będę pisała o pięknej trzmielinie oskrzydlonej, która jesienią mieni się różnymi odcieniami czerwieni.
Napiszę dziś o trzmielinie Fortune`a, o tej którą mam i polecam.
To mały krzew zimozielony, który dzięki swoim czepnym pędom może płożyć się lub piąć, jeśli napotka na swojej drodze przeszkodę.Roślina warta uwagi, bo w ogrodzie, w zależności od miejsca może pełnić różne funkcje: okrywową, pnącą i żywopłotową.
Późną jesienią i zimą pod wpływem temperatury trzmielina zabarwia się na czerwono (różowo), przy większych mrozach może przemarzać, ale szybko regeneruje się i wraca do formy po przycięciu uszkodzeń mrozowych.

Szczerze powiedziawszy nie spodziewałam się wiele, gdy kupiłam !jedną! roślinę wiele lat temu.Jak i większość, które mam, postanowiłam rozmnożyć do potrzebnej mi ilości.
Jeśli chodzi o rozmnażanie trzmieliny, też nie ma z tym problemu: można przez podział, przez odkłady, sama się ukorzenia, gdy pędy dotkną ziemi lub wystarczy zerwać i wsadzić do ziemi gałązki, najlepiej z piętką.

Co można z nią zrobić? Oto kilka przykładów:

1. Forma krzaczasta - pewnie mile widziana w każdym ogrodzie (tutaj odmiana Emerald`n Gold )


2. Forma pienna - niestety u mnie nieobecna, ale również ciekawa - szczepiona na pniu
(zdjęcie nie moje - link podany ;))



3. Forma pnąca - moja ulubiona (odmiana Emerald Gaiety). W tym przypadku, przy braku podpór trzmielina zmienia formę na płożącą/zadarniającą.




i zdjęcia pod tytułem: dzieli nas płot, łączy trzmielina :)

moja:



sąsiadki:



4. I kolejna, udana według mnie forma - żywopłotowa - u mnie otacza część ogródka warzywnego





W najbliższym czasie czeka ją przycinanie, bo jeśli tego nie zaznaczyłam, to piszę teraz: trzmielina bardzo dobrze znosi przycinanie, dzięki temu jest nawet ładniejsza i pięknie się zagęszcza tworząc nowe przyrosty.Można ją ciąć kilka razy do roku: najlepiej wiosną ( kiedy to możemy wyciąć ewentualne przemrożone pędy), w lecie: czerwiec/lipiec i ostatnie - korygujące cięcie najpóźniej do połowy sierpnia.

I co Wy na to?
Kto nie ma jeszcze trzmieliny, ręka do góry!
 Ewentualnie zapraszam do mnie :D:D 

Pozdrówka,
Kasia








środa, 5 lipca 2017

Róże - kiedy rozpocząć z nimi przygodę?

Kiedy rozpocząć przygodę z różami?

W każdej chwili, choć najlepszym terminem sadzenia róż są wiosna i jesień. Róże w donicach można sadzić w całym sezonie wegetacyjnym.
Osobiście polecam i preferuję jesień. Zazwyczaj jest to pora roku, w której mamy wystarczająco opadów, by nie martwić się przesuszeniem w razie niepodlania roślin.
Zazwyczaj jest też to moment, kiedy opróżniamy kompostowniki i kiedy łatwiej jest pozyskać  obornik. Poza tym pierwsza zima "pomaga" nam podjąć decyzję, co do dalszej pielęgnacji i uprawy róż.
Jak już pisałam: najważniejszy jest start każdej rośliny. Ja pod róże zaprawiam porządnie ziemię, kopię dół o średnicy około 50 cm  i głębokości dwóch szpadli. Do tego dodaję kompost i obornik i ziemię rodzimą, czyli tą którą zastaliśmy w danym miejscu, mieszam wszystko razem, zalewam wodą, czekam aż osiądzie układam różę i uzupełniam ziemią (jesienią zdam Wam relację z mojego sadzenia, bo mam nadzieję, że zrobię zakupy różane;) muszę tylko pozaznaczać sobie miejsca, gdzie je posadzić ), wszystko pięknie ugniatam i voila!




Czy róże chorują?

Owszem i to często. Pocieszające jest to, że jest coraz więcej odmian odpornych na większość lub chociaż część chorób..
Oprócz chorób są również atakowane przez szkodniki. w tym roku była to nimułka różana i w mniejszym stopniu mszyce.Nie zaobserwowałam natomiast obnażacza różówki ani skoczka różanego.
Dlaczego mszyce w mniejszym? Są rośliny, które naturalnie chronią przed szkodnikami, np. lawenda i czosnek.




Wniosek wysnuwa się sam: sadźmy róże w towarzystwie lawendy!

Jeśli pominęłam coś, to napiszcie :)

Ps. Tekst ten to zbiór moich doświadczeń i obserwacji a nie źródło naukowe. 
Jeśli macie jakieś pytania, na które potrafię odpowiedzieć w oparciu o moją wiedzę, to zapraszam. Nie będę Was częstować cytatami z internetu, bo nie tak widzę prowadzenie tego bloga. Czasem mogę podeprzeć się jakimś źródłem, ale wtedy wyraźnie to zaznaczę.

Pozdrówka,
Kasia

wtorek, 4 lipca 2017

Czerwiec należał do róż.

Lipiec już mamy, czas szybko leci, prawie niezauważalnie.
Najwyższa pora podsumować czerwiec.
Zdecydowanie był to miesiąc róż, u mnie były one widoczne z daleka ;)

Na pierwszych zdjęciach Raubritter - zastanawiam się, jak nad nią zapanować :D, bo co napotka na drodze, to traktuje jako podporę...


Co zrobić, żeby róże rosły i cieszyły oko?
Przede wszystkim zapewnić im dobry start: duży dół z dobrą ziemią , kompostem i najlepiej obornikiem i obfite podlanie... A później czekamy.Róże potrzebują czasu. Średnio około trzy lata, by w pełni nas zachwycić, choć zdarzają się też takie, na które trzeba czekać dłużej..


 Np. ta czerwona, chyba Excelsa - była to mała sadzonka, która przez pierwsze lata na zmianę przemarzała i atakował ją mączniak. I proszę! Doczekałam się nawet potomstwa, które za kilka lat też pewnie pokaże, co potrafi.



Paul`s Himalayan Musk - potężna róża, pachnąca. Dorasta do 9 m, co było jej najważniejszym atutem, no i jest mrozoodporna: bodajże -32 stopnie... Co z tego, jak przez pierwsze 4 lata nie chciała rosnąć. Już miała iść na kompost, gdy się obudziła. I to było cudowne przebudzenie:D





to nie koniec różanych historii....
CDN. już niedługo.
Jeśli macie jakieś pytania, zapraszam!

Kasia

czwartek, 15 czerwca 2017

Dąbrówka rozłogowa - skrzynkowe odkrycie !

Znacie tę niepozorną roślinkę? To dąbrówka rozłogowa - pewnie jakaś odmiana najbardziej pospolita, ale potencjał ma!
Powoli zaczynam go dostrzegać, choć do tej pory traktowałam ją trochę po macoszemu.
A wszystko zaczęło się od nasadzeń skrzynkowych: zazwyczaj sadzę pelargonie, ale na północne okna postanowiłam kupić małe begonie stale kwitnące. No właśnie, małe. I jakoś tak w tych skrzynkach pustawo się zrobiło a dokupić jakoś nie po drodze.
Nie wiem, jak Wy, ale ja robię obchód po ogrodzie w takich przypadkach...
Znalazłam żurawki, które podzieliłam i.. dąbrówkę rozłogową...Posadziłam i wygląda to tak:




W tej chwili jeszcze nie ma szału, ale wierzę, że rozrośnie się na tyle, by zasłonić boki donic.

Dąbrówka, to bardzo wdzięczna roślina, o której więcej możecie przeczytać tutaj.
Od siebie mogę dodać, że pięknie się przebarwia jesienią, nie jest zbyt wymagająca, świetnie wygląda przy zbiornikach wodnych , mocno się rozrasta przez rozłogi i pięknie kwitnie.

Na chwilę obecną wygląda tak:



Kwitnąca tak:


 a w barwach jesieni tak:


Same plusy, a co z minusami? Ja dostrzegam jeden: mocno się rozrasta i może szybko opanować dość duży teren przy okazji zagłuszając inne rośliny...

Ciekawa jestem, czy ktoś z Was zastosował podobne nasadzenie donicowe? Dajcie znać lub pokażcie.

Pozdrawiam,
K.