Google+ Followers

poniedziałek, 7 listopada 2016

Z ogrodu do kuchni - pigwowiec.

O zaletach przetwarzania nie będę Wam pisać, bo wszyscy je znamy. Za to napiszę Wam o moim ostatnim odkryciu : pigwowcu. Wprawdzie krzew posiadam od kilku lat, ale dopiero w tym roku zaczął owocować mi na tyle, żeby można było coś z tego zrobić.


Mam nadzieję, że jest coraz mniej osób, które mylą pigwowca z pigwą! Przyznam, że troszeczkę razi mnie to, zwłaszcza, gdy o tychże owocach mówią osoby, które posiadają i ogród i takowe rośliny.
Ale nie o tym miało być: na blogu Życie ze Smakiem znalazłam przepis na wykorzystanie owoców do galaretki i dżemu za jednym zamachem ;) No i oczywiście skorzystałam z niego i muszę przyznać, że jest super. 





Jedyny minus, to wstępna obróbka pigwowca i gdyby nie to, to pewnie skusiłabym się na kolejne przetwory (chociaż, kto wie?;))

Pozdrówka,
K.

środa, 26 października 2016

Październik w ogrodzie


Październik jaki mamy, każdy widzi. Niestety, troszkę odbiega od mojego wymarzonego, słonecznego końca jesieni. Ktoś słusznie na którymś z blogów zauważył, że nie było babiego lata.
 No nie było... przynajmniej u nas.Czasem czytam, że w październiku w ogrodzie nie ma już co robić - ciekawe, kto to pisze? :D
Pracy mnóstwo a czasu jakby mniej..
A co robię w październiku w ogrodzie?:
1. Przede wszystkim opróżniam kompostowniki - albo chociaż zaczynam, bo część kompostu wędruje pod róże, które kopczykuję dopiero po ustabilizowaniu się pogody ( znaczy się -  jeszcze nie teraz ;))
2. Sadzę cebulkowe - choć przyznam, że to też zostawiam na później, bo przy ciepłych miesiącach, potrafią szybko wykiełkować.
3. Można jeszcze, a nawet trzeba sadzić róże - ja  w tym roku sadziłam tylko swoje pozyskane wcześniej z innych róż sadzonki.
4. Wybrałam mieczyki - niewiele ich mam, ale świetne kolory - gratis do wiosennej wysyłki ze sklepu ogrodniczego - czekają sobie na wyschnięcie i oczyszczenie.


5. Zbieram warzywa - właściwie pozostałości :D
6. I najwyższy czas wnieść cytrusy - od tygodnia sobie to mówię - ale coraz bliżej domu je ustawiam ;)


7. Przycięłam już krzewy owocowe i drzewa pestkowe - gałęzie przepuściłam prze rębak i wyściółkowałam ścieżki ..
8. I na bieżąco usuwam liście




Zostało jeszcze dużo pracy, ale najbardziej myśli krążą wokół tego: Czy dam radę przed zimą??




A w wolnych chwilach pozostaje cieszyć się jesienią. Jeszcze trochę kolorów zostało..













piątek, 14 października 2016

Lecą liście z drzew...

To, co najbardziej kocham w jesieni, to oprócz jej kolorów także liście. Od wielu lat kompostuję je osobno i ziemię liściową używam do mulczowania różaneczników i innych kwasolubnych.




Tych, których nie przekonują argumenty o niepaleniu liści z powodu przedostawania się dioksyn do powietrza, zatruwaniu życia nie tylko sobie, ale i sąsiadom, niszczeniu wszelkiego rodzaju żyjątek, znajdujących schronienie w stertach liści, może przekona widok ziemi liściowej...


Pewnie nie wszyscy lubią grabić liście - ja tam lubię ;) Ruch na świeżym powietrzu i tak dalej...
Oczywiście z grabieniem nie popadajmy w przesadę, bo o to łatwo.
Grabimy tam, gdzie musimy: na trawnikach, ścieżkach a resztą liści niech się zajmie przyroda ( chyba że ktoś lubi wygłaskane grządki i rabaty)
Część liści znajdująca się na rabatach zdąży do wiosny przerobić się a pozostałe można sprzątnąć podczas wiosennych porządków. Liście tworzą swego rodzaju kołderkę, która zapobiega nie tylko wysychaniu gleby,ale chroni rośliny przed mrozami.Warto więc zastanowić się nad tym, czy przeszkadza nam niewielka ich ilość na rabatach..




Osobiście zostawiam liście między roślinami, a gdy już spadną wszystkie, to przysypuję cienką warstwą kompostu lub ( w przypadku wspomnianych kwasolubnych) ziemią liściową.
Często pisze się, że liście zawierają garbniki, które niekorzystnie wpływają na rozwój roślin. A ja zapytam: czy pod dębami, orzechami i olchami rzeczywiście nic nie rośnie?

Ziemia liściowa tworzy się długo.U mnie ten proces trwa cały rok: od jesieni do jesieni. W połowie roku liście mieszam z trocinami (jeśli mam taką możliwość) lub z obornikiem. I już jesienią mogę spokojnie wyściółkować nią rośliny a także użyć do przesadzania lub sadzenia krzewów rododendronów.
Polecam, choć to zajęcie z pewnością czasochłonne..



Czy zachęciłam Was choć trochę do zbierania liści??
Jeśli tak, to cieszę się i mam nadzieję, ze dacie znać, jak wyglądają efekty Waszej pracy.
Zapowiada się niezły weekend, więc grabie w dłoń !!



niedziela, 9 października 2016

Dlaczego?

Pytanie, które nasuwa się po odwiedzeniu mojego drugiego bloga: dlaczego założyłam kolejny?
Proste: lubię porządek i uważam, ze wszystko powinno mieć swoje miejsce.
Jeśli chcę poczytać o ogrodzie - wchodzę na blogi z tym związane, jeśli interesuje mnie rękodzieło, szukam blogów rękodzielników. Aż dziw bierze, że tak długo z tym misz-maszem żyłam w zgodzie....
Myślę, ze stopniowo będę przerzucać, a może lepiej po prostu już pisać nowe posty a stary blog zostawić w spokoju?
Co o tym sądzicie? Liczę na jakieś podpowiedzi. Ze swojej strony dodam, że niektóre posty są na tyle ciekawe, że warto je przypomnieć..
Do zobaczenia wkrótce :)
Pozdrawiam jesiennie ;)
SmaszKa

My slow garden.. 2013 rok


Koniec stycznia... Dni jeszcze krótkie, mała ilość słońca i wszechogarniająca biel.
Nie, żebym nie kochała zimy! Zazwyczaj jednak moja miłość kończy się po Bożym Narodzeniu i później już  z utęsknieniem czekam na wiosnę. Pod koniec grudnia zakładam dziennik ogrodowy, w którym (jak każdego roku) mam nadzieję sukcesywnie zapisywać uwagi dotyczące ogrodu i pomysłów z nim związanych( podkreślenie oznacza moją chęć nie do końca połączoną z realizacją ;) ).
Wracając do stycznia - wyciągam kolorowe czasopisma i książki, tworzę plan upraw na nowy sezon i listę nasion pożądanych przeze mnie w nadchodzącym sezonie. Takie tam, zwykłe sprawy...
Przeglądając styczniowy numer "Działkowca" natrafiłam na ciekawe pojęcie - a że ja lubię się uczyć i przyjmować nowinki ogrodnicze, to zainteresowała mnie idea "slow".
Wiem, wiem to nic nowego - też to odkryłam. Ktoś, kto ma ogród, zajmuje się uprawą i żyje na wsi wg pór roku, wie o czym mowa - ubrano to tylko w nowe zagramaniczne pojęcie....
Zaczęłam się zastanawiać: czy mój ogród wpisuje się w rytm, czy staram się żyć w zgodzie z naturą i obserwuję, co się dzieje wokół mnie.. I wiecie co? Myślę, że tak!! Cieszę się, że natrafiłam na ten tekst. Pozwolił mi zastanowić się nad tym, co się dzieje z naszym życiem, które tak szybko przecieka między palcami, że zapominamy, jak to jest cieszyć się z błahostek. Ciągła pogoń za czymś, brak czasu dla rodziny, dla siebie..
Pewnie to prowokuje ludzi do zmiany otoczenia i wyciszenia się. Wiem - trochę spłycam temat, ale myślę,że każdy może go sobie rozwinąć i przystanąć, i zastanowić się...
Miało być o ogrodzie:
 o ziołach i warzywach, które dają radość przy wspólnym , rodzinnym kucharzeniu,


o zakątkach w ogrodzie, gdzie można wyciszyć się i nabrać dystansu 


i o roślinach, które niekoniecznie muszą być w naszym ogrodzie, a które usilnie próbujemy wyeliminować narażając się na niepotrzebne nerwy.

Takie to moje refleksje po lekturze artykułu...
Temat tylko lekko muśnięty, bo można o ogrodach dłuuugo opowiadać...
Czy będzie dalszy ciąg? Czas pokaże...
Pozdrawiam serdecznie Wszystkich Odwiedzających........


Jesień w ogrodzie 2012

Moja ulubiona jesień - taka kolorowa i pełna astrów...







i chryzantem

kwitną jeszcze ostatnie róże..

i powoli przebarwia się winobluszcz..

Koloru dodają oczywiście dynie
ale o dyniach następnym razem będzie mowa....
Miłego wieczorku :)